Dzisiaj opowiemy historię, która rozpoczęła się kilka lat temu, ale dzięki wytrwałości, kreatywności i doświadczeniu naszego zespołu dotarła do etapu, w którym możemy o niej napisać otwarcie — bez obaw, że spłoszymy dłużnika. Bo ten nie ma już gdzie uciec.
Pan Tadeusz i znikający sklep – jak dłużnik unikał płatności.
Był sobie Pan Tadeusz, który prowadził firmę Misiek (imię i nazwa zmienione, ale pasują jak ulał). Misiek handlował „artykułami imprezowymi” – dekoracjami, basenami z piłkami, torami przeszkód, pufami, itp. Pewnego razu Pan Tadeusz zamówił u naszego klienta opakowania na swoje towary, za kwotę ok. 35.000,00 złotych. Z odroczonym terminem płatności. Czemu ktokolwiek dał mu odroczony termin płatności, pozostanie jedną z wielkich, nierozwiązanych zagadek. Nie zapłacił ani złotówki. Zresztą, jak się później okazało, od pewnego momentu postanowił nie płacić żadnemu z dostawców.
Po pewnym czasie nasz klient zdecydował się pozwać Miśka. Niestety, gdy złożył pozew, Misiek był już wykreślony ze wszystkich rejestrów. W tamtych czasach oznaczało to, że podwójne awizo nie wystarczy
i nakaz zapłaty z pozwem muszą zostać faktycznie doręczone Panu Tadeuszowi. Jak można się domyślić, Pan Tadeusz zapadł się wtedy pod ziemię. Nawet próba doręczenia komorniczego spełzła na niczym — pod adresem, pod którym nasz klient dostarczał towar (jedynym, jaki znał), komornik nie znalazł żadnych śladów dłużnika.
Wyglądało więc na to, że dług trzeba będzie spisać na straty. Wprawdzie postępowanie mogłoby się toczyć
z udziałem kuratora dla osoby nieznanej z miejsca pobytu, ale oznaczałoby to dodatkowy czas, koszty i ryzyko. Poza tym bez żadnego śladu po dłużniku egzekucja zapowiadała się na kompletnie bezskuteczną.
Poszukiwania i odkrycia.
Wtedy do sprawy włączył się nasz zespół. Rozpoczęliśmy poszukiwania i odkryliśmy, że choć strona sklepu internetowego dłużnika – misiek.pl – zniknęła, to na jej miejsce powstała misiek.fr. Nowa witryna różniła się wizualnie, ale oferowała dokładnie ten sam asortyment.
Na misiek.fr brakowało jakichkolwiek danych właściciela – czy to w regulaminie, czy polityce prywatności. Skorzystaliśmy więc z bazy WHOIS, gdzie ustaliliśmy, że domenę zarejestrowała spółka PrzypadkoweAngielskieSłowa Group Sp. z o.o. z siedzibą w pewnym polskim miasteczku. Na pierwszy rzut oka spółka nie była jednak powiązana z naszym dłużnikiem, a jej adresy nie pokrywały się z żadnymi znanymi nam danymi Miśka.
Zaczęliśmy więc szukać informacji o jej Prezesie i większościowym wspólniku – Panu Andrzeju (imię zmienione). Dość szybko w mediach społecznościowych Pana Andrzeja odnaleźliśmy informację, że przez kilka lat był on pracownikiem (i przynajmniej tytularnie managerem) w innej firmie Pana Tadeusza, która zakończyła się klęską jeszcze przez sprawą Miśka. Potem odnaleźliśmy jeszcze kilka innych wskazówek, które razem sugerowały, że choć oczywiście to wszystko może być zbiegiem okoliczności, ale najprawdopodobniej Pan Andrzej jest zwykłym „słupem”, a spółką i nowym sklepem internetowym zarządza nasz dłużnik.
Eksperyment i rezultat.
Co nam to dało? Możliwość przeprowadzenia pewnego „eksperymentu”. Jeden z członków naszego zespołu zamówił w sklepie internetowym spółki Pana Andrzeja kilka drobiazgów z dostawą. Gdy tylko paczka dotarła, wypełnił formularz zwrotu i odesłał ją na adres magazynu, z którego przesyłka przyszła. Jednak zamiast danych Pana Andrzeja i „jego” spółki, jako adresata podał Pana Tadeusza i firmę Misiek.
Zgodnie z przewidywaniami paczka została odebrana, a pieniądze za zakupy zwrócone na konto. Wtedy, w sprawie o zapłatę przeciwko Panu Tadeuszowi, pełnomocnik naszego klienta złożył wniosek o doręczenia nakazu zapłaty na adres magazynu, gdzie odebrano naszą paczkę. Oczywiście dłużnik nie odebrał wysłanego tam nakazu, ale zamiast próbować doręczenia komorniczego, przedstawiliśmy w sądzie potwierdzenie doręczenia naszej paczki jako dowód, że pozwany pod tym adresem prowadzi działalność i odbiera korespondencję. Sąd przyjął ten dowód i uznał nakaz zapłaty za skutecznie doręczony, a następnie za prawomocny.
Sukces bez zbędnych kosztów – podsumowanie.
Dzięki temu nasz klient zdobył tytuł wykonawczy. Bez czasu, kosztów i ryzyka przegranej, które wiązałyby się z powołaniem kuratora dla osoby nieznanej z miejsca pobytu, co zwykle w takich sytuacjach sugerują pełnomocnicy. Co więcej, zdobyte przez nas informacje pomogły później w egzekucji długu… ale to już materiał na oddzielny wpis.
Ta historia pokazuje, że wytrwałość, kreatywność i doświadczenie mogą przynieść rezultaty nawet w najtrudniejszych sprawach. Jeśli masz podobny problem — nie poddawaj się. Skontaktuj się z nami, a pomoglibyśmy Ci odzyskać należności w sposób skuteczny i zgodny z prawem.
